1) Rusinowa przed pół wiekiem - Paweł Drozd
2) Rok 1979 - Darek Świderski

Rusinowa przed pół wiekiem

Na Rusinkę pierwszy raz przyszedłem w połowie lat pięćdziesiątych. Mieszkałem w Bukowinie Tatrzańskiej. Z Bukowiny przez Głodówkę prowadziła leśna, mało ciekawa droga, dlatego Rodzice wybierali dojście doliną Porońca. Dalej szło się poprzez polanę Wierch Poroniec (już jej prawie nie ma - pozarastała całkiem lasem), potem przekraczało się Drogę Oswalda Balzera i leśną drogą przez poręby dochodziło się do niewielkiej polanki z drewnianym krzyżem. Na Rusince było wtedy o wiele więcej szałasów. Babka mieszkała w szałasie po lewej od wylotu drogi, patrząc w stronę Polany. Jej szałas pełnił rolę schroniska. Serwowała kwaśne mleko, jagody, poziomki i oczywiście nieśmiertelną herbatę. No i oczywiście goniła po wodę do potoka.

Co najmniej połowa szałasów była zamieszkana. Prowadzona była intensywna gospodarka pasterska. Hala w dolnej części była regularnie koszona i spasana przez krowy. Na stokach Gęsiej Szyi wypasano owce - podchodziły aż do samych skałek. Polana tętniła życiem. Tutaj zatrzymywali się na pierwszy długi odpoczynek turyści z Zakopanego (około 4 godzin marszu) i Bukowiny (około 2,5 godzin). Przygotowywało się ciepły posiłek na "kocherach" - spirytusowych maszynkach (zapachu tego szukam do dziś na Rusince).

Należy bowiem pamiętać, że wychodziło sie w góry bladym świtem, około 5 rano. Nie dawało się podjechać samochodem - bo ich nie mieliśmy. Co prawda, z Zakopanego do Morskiego Oka kursował autobus, chyba były to Chaussony (nie wiem, czy dobrze piszę), ale dostać się do niego było bardzo trudno. Były też taksówki Tatra, ośmiomiejscowe kabriolety - jeździły do lat 60-tych, kiedy to burmistrz Zakopanego, Bafia, nie przedłużył im rejestracji - ale taksówki były za drogie. Pozostawały więc własne nogi.

Na Rusinowej w zasadzie nie nocowaliśmy. Miejscem noclegowym było schronisko w Roztoce, otoczone licznymi małymi domkami, 2 x 2 metry, z trzema kojami w środku. Ale w razie czego to spało tam i 6 osób. Co nie oznacza, że turyści na Polanie nie nocowali. Część rozbijała na skraju lasu namioty, inni spali u Babki na sianie.

Przed dalszą drogą wszyscy szli pomodlić się do Matki Boskiej Jaworzyńskiej - nazwa Wiktorówki jeszcze wtedy nie funkcjonowała. Do młodego smreka drutem przywiazany był zmurszały fragment pnia drzewa, w którym Marysi Murzańskiej ukazała się Matka Boska. Kaplica była o połowę mniejsza. Otaczający ją las był paruletnim młodniakiem. Kiedy więc ją rozbudowano, jej jasny dach z gontów był doskonale widoczny z Głodówki - oczywiście przez parę pierwszych tygodni, dopóki nie ściemniał.

Cieszę się, że owce powróciły na Rusinową Polanę, choć dawnego życia na niej nie ma....

Paweł Drozd


Rok 1979

W 1979 roku w lipcu po raz pierwszy przyszedłem na Rusinowa Polanę. Przyszliśmy tam we czwórkę, ja i jeszcze trzy osoby z Zakopanego. Przyprowadził nas tam Witek Zadziorko. Byłem oczarowany tym miejscem, atmosferą, która tam panowała, a przede wszystkim ludźmi. Od tamtego czasu wszystkie wakacje spędzam w Tatrach. Rusinowa Polana jest dla mnie najpiękniejszym miejscem na świecie i zawsze jak przyjeżdzam w Tatry, to pierwsza trasa prowadzi zawsze tam, oczywiście na koniec pobytu również. Nie wyobrażam sobie żeby mogło być inaczej. Wierch Poroniec, Rusinowa, Wiktorówki, i tak od 26 lat.

Na Rusinowej spałem tylko w roku 1979 - kilka razy w lipcu, kilka razy w sierpniu. Co pamietam z tamtego lata? Pamiętam, że było to tuż po wizycie Jana Pawła II w Polsce, podobno ludzie czekali na Rusinowej, ale helikopter nie wylądował. Pamiętam wypady na piwo do Roztoki. Piwo było okropne, ale wtedy smakowało nam bardzo. Czasami zasuwało się taki kawał żeby się dowiedzieć, że piwa nie ma.

Msze święte były na Wiktorówkach codziennie o godzinie 20.00. Chodzilismy tam wszyscy i potem siedziało sie do północy u Dominikanów - te wieczorne spotkania przy herbacie wspominam najmilej. Byłem tuż po maturze, tam można było sycić się opowieściami o Tatrach dowoli.

Kogo pamiętam z ludzi? Ojciec Leonard, był chyba w GOPR. Przychodził na Polanę z krótkofalówką, czasami słuchaliśmy akcji ratunkowych. Halusia, spotkałem ją w sierpniu 1979, kilka razy spaliśmy w Goliasie, był z nią jakiś Czesiek. Ja dokładnie nie pamiętam miast, ale kojarzę jakiś Poznań, Warszawę, Otwock? Ale kto skąd był, to nie pamiętam. Chodzi mi po głowie jakaś Bułgaria - czy może Halusia znała jezyk bułgarski? Chyba jeździła jako pilot wycieczek. Jakieś koniaki bułgarskie w Goliasie, wódeczka z Cześkiem, w nocy wizyty wopistów... Pamietam jakiegoś Maciatę, chyba Jędrek, czy on był goprowcem, czy dopiero miał nim być? Czy on nie ożenił sie wtedy? Nie pamietam czy był z Bukowiny czy z Małego Cichego? Wołoszyna, Włodka Mamuśkę, Jurasa, Włodka Dżdżownicę, Romkę rozpoznałem na zdjęciach, widziałem ich wtedy kilka razy, ale to było tak dawno...

Pamiętam, że w 1979 roku, 15 sierpnia pomagaliśmy na Wiktorówkach przy odpuście, gotowanie herbaty itp. Tego też roku coś tam budowaliśmy, jakieś fundamenty pod agregat prądotwórczy, wtedy nie było tam prądu. Na pewno pracowałem wtedy z Cześkiem i jeszcze kilka osób z nami. Dostaliśmy po pracy w nagrodę prawdziwy obiad, ziemniaki, kotlety, mizeria. My jedliśmy, a wszyscy się patrzyli na nas jak na wybrańców Boga. To był jedyny obiad jaki zjadłem w te wakacje.

Jeśli zaś chodzi o nocne wizyty wopistów, a potem wyprawy po dowody osobiste i mandaty na Palenicę, to w 1979 roku było ich kilka. Mnie się jakoś udało nie wędrować po odbiór mandatu. Albo przyszedłem na Rusinową dzień po akcji, albo chronili mnie Zakopianie, z którymi tam przychodziłem. Pamiętam, że była taka niepisana zasada wśród wopistów, że Zakopianów nie spisywali (jeśli przyjmiemy tę dość ryzykowną hipotezę, że oni mieli jakieś zasady). Pamiętam, w lipcu tego roku było nas na Rusinowej tak dużo, że ledwie mieścilismy się w szałasie u Babki, więc po wieczornej mszy i obowiązkowej odsiadce i śpiewaniu przy świecach, rozchodziliśmy się po różnych szałasach na nocleg - paśnik, Golias, szałasy w dolnej części polany... Kiedyś właśnie spaliśmy w jednym z szałasów na dole polany, gdy wopiści mijali go idąc "myśliwską scieżką" na Rusinową. Weszli żeby zapalić papierosa. My w czwórkę spaliśmy na górze, drabiny nie było, a oni paląc zastanawiali się czy wejść na górę i sprawdzić, czy też sobie odpuscić. Trwało to kilka minut, aż w końcu uznali, że nikogo na górze nie ma i poszli do Babki. Tam zawsze były obfite i pewne żniwa. Jakoś nam się udało, pamiętam, że właśnie wtedy wlepiali mandaty.

Potem bywałem na Rusinowej tylko przechodząc, wstepowało się do szałasu, ale tych ludzi nigdy już nie spotkałem. Tę stronę znam od kilku lat, ale jakoś nie miałem odwagi napisać. Halusię pamiętam chyba najlepiej, zawsze wesoła, w swetrze, w spodniach i takich górskich butach, chyba z ochraniaczami. Wątpię żeby mnie sobie przypomniała, minęło już 26 lat. Zdjęć niestety żadnych nie mam z tamtego okresu, ale wspomnienia tych lat pozostaną w mej pamięci na całe życie.

Darek Świderski