Po latach u Babki

Wieść rozniosła się po całej Polsce. Na pierwszy weekend października na Rusinowej Polanie w Tatrach wyznaczyli sobie spotkanie ci, którzy przed laty mieszkali tu u babki Kobylarczykowej.

Aniela Kobylarczykowa rodem z Gronia nie przyjęła do wiadomości ustawy wywłaszczeniowej, odbierającej góralom Tatry. Nie opuściła Rusinowej Polany, której znaczna część była od wieków własnością jej rodziny. Do połowy lat 80. nie wyprowadziła się z bacówki. Przygarniała turystów. Niektórzy przychodzili tylko na jedną noc. Inni zostawali przez kilka miesięcy. Częstym gościem był m.in. Karol Wojtyła. Kto się tu zatrzymał, pomagał w prowadzeniu gospodarstwa. Po wodę chodził też Wojtyła. Podobno kiedy później został papieżem, babka miała żałować, że zużyła tę wodę. Miałaby przecież pod ręką dwa wiadra święconej.

– W latach 70. i 80. stale spotykało się tutaj kilkadziesiąt osób z całej Polski – wspomina Maciej Krupa. – A przez bacówkę babki przewinęło się pewnie kilkaset. Babka zmarła w 1985 r. Wtedy jej dawni goście ufundowali w pobliskiej kaplicy na Wiktorówkach tablicę: „Aniela Kobylarczyk z Nowobilskich, nasza Babka, 1897-1985, opiekunka turystów, ostatnia gaździna Rusinowej Polany”.

„Rusinowcy” – bo tak ochrzciła się ta swoista subkultura – pierwszy od wielu lat zjazd wyznaczyli sobie w Małem Cichem. Wcześniej jednak każdy z nich przyszedł do bacówki babki. Upewnili się, że szałas nadal stoi w tym samym miejscu, tyle że drzwi zamknięte są na kłódkę.
Ciekawie zaglądali przez okna.
– Jest ta sama ławka co 20 lat temu! – radośnie wykrzykiwała jedna z pań. – I prycze są!
Sławek Jedynak z Warszawy i Stefan Pociejewski z Gdańska spotkali się po raz pierwszy od trzech lat. Sławek na polanie nie był już 10 lat, Stefan pięć. – Po drodze spotkaliśmy jakieś 20 osób, naszych dawnych znajomych – mówi Sławek, wyraźnie poruszony. – Wiemy, że wybierało się tutaj pół setki ludzi z całej Polski, z Łodzi, Poznania, Wrocławia, z Zakopanego.

Wiadomość o nieformalnym zjeździe różnymi kanałami docierała do „Rusinowców”.
– Ja dowiedziałem się przez Internet od Jasia Gerasa z Gdańska – opowiada Stefan. – No to też zacząłem dzwonić po znajomych. Kilka pamiątkowych zdjęć i turyści udali się w stronę kamienia. Kamieni na Rusinowej Polanie jest wiele, ale ten spiczasty szczególnie przypadł im do gustu. – Stąd rozciąga się najpiękniejszy widok na panoramę Tatr Bielskich – wyjaśnia Sławek. – Na nim spędzaliśmy niejeden wieczór.

rcza
wydanie krakowskie 04.10.1999